Nazywam się Warna Strzelecka. Gdy się urodziłam, w moim domu był pies. Był to Owczarek Szkocki Collie o imieniu LASZKA. Suczka Laszka była z rodowodem i nazywała się Agni. Nie wiem w jakiej hodowli się urodziła, nikt tego nie pamięta.
Laszka była najważniejszym psem w moim życiu. Nauczyła mnie kim jest pies. Informowała moja mamę, że płaczę, gdy mama wykończona zasypiała głębokim snem. Laszka po prostu wkładała nos pod kołdrę i tak długo lizała mamę po ręku, aż ta się obudziła. Pilnowała mnie w wózku przed sklepem i choć była łagodnym psem, to warczała, gdy ktoś podchodził i nie pozwalała się zbytnio do mnie zbliżyć. Gdy byłam starsza, bawiła się ze mną w chowanego. Najpiękniejsza historia dotyczy zaginięcia Laszki. Zagubiła się na spacerze, po prostu uciekła. Rodzice znaleźli ja wieczorem na stacji kolejowej, gdzie siedziała na peronie i czekała, aż wrócę. Ciekawe, że nie czekała na peronie, z którego wyjeżdżałam, lecz na tym obok, dla pociągów przyjeżdżających.
Była ze mną bardzo związana. Odeszła, gdy miałam 10 lat i jest to jedyny pies, który cały czas nie opuszcza mnie we śnie. Była najważniejszym psem w moim życiu, dzięki któremu pokochałam psy.
Mój drugi pies to Wyżeł Niemiecki Szorstkowłosy. Moja przyjaciółka wyjechała do Belgii zabierając ze sobą sukę Sarę. Sara zaciążyła i powiła 2 szczeniaki. Niestety przy porodzie drugiego lekarka musiała użyć kleszczy i niechcący przecięła, czy zmiażdżyła mu nerw. Trzeba było psa ratować, a w Belgii to wielki koszt. Wiec wzięłam pieska, by go ratować w Warszawie. Miał 4 tygodnie, bałam się i tej podroży i oderwania od matki. Ponieważ matka nazywała się SARA, to czytając na wspak, nazwalam go ARAS. Leczyłam go, chodził w bucie, niestety nerwu nie udało się odbudować. Ale nie było źle, gdyby nie to, że Ras dosłownie demolował mieszkanie. Moja mama tego nie wytrzymała i musieliśmy znaleźć mu dom. Dom był fajny, rodzina, córka zakochana w Rasie i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, ze Ras wpadł pod koła samochodu. Zginął na miejscu. Nie przeżył roku. Dowiedziałam się o tym kilka miesięcy później. Mąż nie chciał, by moje serce za bardzo płakało, chciał mi oszczędzić szoku. Lecz ból pozostał.
Moim kolejnym psem był również wyżeł szorstkowłosy, tym razem suczka. Dostałam ją w prezencie na "gwiazdkę" od wielkiej miłości mego życia i nazwalam ASTRA , czyli właśnie gwiazda. Nie wiele miałam wtedy pojęcia o kupowaniu psów. Pies był bez papierów natomiast z nosówka. Walczyłam o jej życie kilka tygodni. Astra została uśpiona, gdyż nosówka zaatakowała już mózg. Opuścił mnie mój kolejny pies. Po 2 latach opuścił mnie również ofiarodawca Astry.
Marzyłam jednak cały czas o psie, a właściwie o suczce. Zawsze chciałam mieć w domu dziewczynkę. Jednak bałam się, że małe mieszkanie, że długo pracuję, że co w wakacje, a jak na Święta pojechać z psem itd. itp. Stwarzałam jednym słowem problemy. Mój mąż ciągle mówił o jakiejś rasie, której to nazwy nie byłam w stanie zapamiętać. W końcu pokazał mi w "Księdze Psów", a potem gdzieś na ulicy. No i zakochałam się w Goldenach. Szukałam w internecie. Przeczytałam, jak biblię zieloną stronę, czyli . Szukałam innych linków, ale nie wiele więcej ciekawych informacji znalazłam. Brakowało mi tylko decyzji.
Decyzja została powzięta rok po odejściu mojego męża. Brakowało mi wtedy bratniej duszy, brakowało mi ciepła, miłości, piękna, bycia potrzebna. Nie miałam kim się zająć, nie miałam z kim obcować, nie miałam z kim pojechać na wakacje. Odebrano mi możliwość wykonywania mojej ulubionej pracy. Byłam osamotniona. GOLDEN zmienił całe moje życie.
|