HD- D/D
Oczy zdrowe - maj 2006r.
Serce w normie - maj 2005r.

Zaczęłam szukać Goldena. Zadzwoniłam do Związku Kynologicznego. Podano mi dwie hodowle. W pierwszej negocjacje trwały długo, nie byłam w stanie się umówić na obejrzenie psiaków. Zadzwoniłam  do drugiej, tam była ostatnia już suczka. Zapakowałam przyjaciółkę do samochodu i pojechałyśmy zobaczyć to cudo.
Dom straszny, brudno, pies leży w rogu, nie rusza się, nie cieszy, nie merda, nie podchodzi, nie wstaje. Zaniepokojona pytam, czy ten pies w ogóle chodzi. Jakoś wstał, ale był brudny, uszy brązowe od syfu, karma Pedigree, matki nie ma, pytam o badania na dysplazję, pani odpowiada, ze w Polsce nie ma obowiązku. No bida ta suczka. Moja przyjaciółka, jak ją zobaczyła, to od razu powiedziała: O Boże, jaka beza. I tak już zostało. Potem pojechałyśmy po smycz, obroże, zabawkę, zaliczyłyśmy bankomat (ona i ja) i hop do samochodu. Utargowałyśmy 200 złotych. Suczka była tak zestresowana, że nie chciała wyjść z domu. Potem zsiusiała się mojej przyjaciółce na kolana w samochodzie. Zastraszony, zaniedbany pies. Czy ja zawsze musze na takie trafiać?

BEZA, tj. Fortuna urodziła się 6 marca 2002 roku w hodowli "Z Reksiowej Komajdówki" w Warszawie. Jej mamą jest Taj-Taja Sasquehanna, a ojcem First Impression Jeanton.

Beza jest nietypowym Goldenem, ponieważ NIE PŁYWA. Kocha za to nosić, najbardziej swój kocyk, ale również teczkę swego Pana. Gdy wracamy z pracy, z radości skomli. Jest płochliwa i szczekliwa, raczej nieufna, lubi pieszczoty, ale bez przesady. Nie śpi z nami w łóżku, przychodzi czasem rano na krótko, żeby się koło nas położyć. Ma kosz do spania, ale nie korzysta z niego często. Jest koszmarnym łakomczuchem. Najbardziej lubi drożdżowe ciasto. Merda ogonem na potęgę. Ma piwne oczy i różowiejący nos (z tych jaśniejszych goldenich).

Gdy kupiłam Bezę, to wzięłam 3 dni urlopu, by się przyzwyczaiła do nowego domu. Pies po 3 dniach był szczęśliwym szczeniakiem, a ja szczęśliwą właścicielką psa. Aż do końca sierpnia, kiedy to Beza przestała chodzić na jednej tylniej łapce. Zrobiono rentgen. Diagnoza - dysplazja stawów biodrowych, no i płacz, bo myślałam, że znów będę musiała uśpić psa. Okazało się, że dysplazję się leczy. Wyrok - pectinectomia.
Przeszła operacje pod koniec sierpnia 2002 roku. Na razie jest dobrze, choć czasem kuleje, a jej biodra oceniono na D - średnia dysplazja. Jest teraz pod opieka dr Beaty Degórskiej z SGGW.

Beza jest najwspanialszym darem. Uśmiecha się, merda ogonem, gdy tylko rano otwieram oczy, aż skomli ze szczęścia, gdy wracam z pracy. Jest piękna, zapewnia mi poczucie wyjątkowości. Ludzie zatrzymują się, gdy idę z Beza na spacer. Pozwoliło mi to nie czuć się samotną. Jest cieplutka, można się do niej przytulić. Jest wierna, jak prawdziwy oddany przyjaciel, jest mięciutka, ma piękną sierść i dotyk mojego psa uspakaja moje nerwy.
Jest więcej niż człowiekiem, który bardzo mnie w moim życiu zawiódł.


Rodowód
Badanie pod kątem dysplazji
Badanie pod kątem dziedzicznych chorób oczu
Badanie pod kątem dziedzicznych chorób serca